Lekcja w kinie

film

Jakiś czas temu mieliśmy okazję uczestniczyć w kinowej lekcji organizowanej przez MAK film. Projekt ten ma za zadanie edukowanie dzieci i młodzieży oraz budowanie świadomości artystycznej.

Na początku zgłębialiśmy konstrukcję i teorię filmu. Naszym nauczycielem w tym temacie był pan Tomasz Konczewski, to właśnie on z pomocą kinowego ekranu przedstawił nam poszczególne etapy powstawania filmu i zapoznał z nimi. Były więc rozmaite wykresy, nazwiska prekursorów, twórców itd. Od budowy scenariusza do wejścia filmu na ekran, wiele konkretnych informacji w klamrze jednego tematu. Następnie byliśmy prowadzenie od początku do końca, wodzeni za nos od pierwszych kinowych kilkominutowych filmów po dzisiejsze, nowoczesne, pełnometrażowe produkcje. Dowiedzieliśmy się, że stworzycielami X muzy byli niejacy bracia Lumiére. Dokładniej zaprezentowano nam trzy filmy, zwykłe i proste a jednak zachwycające i istotne. Film od początku był uważany za niezwykły wynalazek, lecz nie podchodzono do niego w tak poważny sposób jak w dzisiejszych czasach. Wszystko zaczęło się od produkcji niemych, tak więc pierwsi aktorzy musieli być znakomitymi mimami.

Gdy dowiedzieliśmy się już tego wszystkiego, pan prowadzący lekcje zaprezentował wszystko na przykładach takich kinowych hitów jak „Titanic”, „Matrix” czy „Avatar”.

Bardzo miłym i naprwdę fajnym akcentem było to, że pan Tomasz zachęcił nas wszystkich do pisania scenariuszy. Jeżeli ktoś lubi, chce i ma „smykałkę” to czemu nie?

Kolejnym etapem lekcji było oglądanie filmu pt. „Moi chłopcy”. Opowiada on o trudach życia, których nie da się przecież uniknąć. Głównym bohaterem jest mężczyzna, któremu życie wywróciło się do góry nogami. Po śmierci żony niejaki Joe Warr zostaje sam z sześcioletnim synkiem i zbuntowanym nastolatkiem. Brak reguł, nieobecność kobiecego pierwiastka jest dość widoczny. Rodzi się chaos. Łzy i krzyki towarzyszące zazwyczaj takim sytuacjom w filmie także znajdują swoje miejsce. Po burzy zawsze jednak wychodzi słońce i w tej historii jest podobnie. Tak więc finałem (wcale niebanalnym) jest szeroki uśmiech malujący się na twarzy bohaterów.

Film „Moi chłopcy” to opowieść o trudach rodzicielstwa i niełatwej miłości, jednak na końcu, jak w słynnym wykresie Arystotelesa wszystko znajduje swoje ujście i wyrównuje się, co może się równać ze szczęśliwym zakończeniem. Warto zaznaczyć, że scenariusz do filmu powstał w oparciu o autentyczne wydarzenia z życia Simona Carra.

Nie ma co ukrywać, ten dzień była dla nas wszystkich bardzo udany. Milo spędziliśmy czas i nauczyliśmy się czegoś nowego. Zapewne niejednego z nas mogło to naprowadzić na pewną drogę i zachęcić do realizacji marzeń. Kto wie ilu siedziało na sali przyszłych zdobywców Oskarów, Złotych Globów i innych statuetek, które śnią się po nocach filmowcom?

 

                                                                                                                                                        Oliwia Zapędowska